- Auu.. – cicho jęknęłam podnosząc się z ziemi.
- Tak strasznie Cię przepraszam, naprawdę, nie chciałam! – krzyczała jakaś dziewczyna z innej klasy, której imienia nawet nie znałam.
- Oh, to nic. – odpowiedziałam..Ciągle nie mogłam zapamiętać jak jest po angielsku „nie ma za co”. Ale trudno, w końcu nie pierwszy raz już oberwałam piłką od tenisa w oko.
- Proszę pani – zwróciłam się do nauczycielki – czy mogę pójść do pielęgniarki? Chyba będę miała podbite oko..
- Tak, Prois, idź – odpowiedziała. Nienawidziłam, jak ktoś mówił do mnie po nazwisku..Tak trudno powiedzieć proste „Lucy”? Ale poszłam. Byłam zła, że akurat dzisiaj mi się to musiało przytrafić, przecież już za dwa dni idę na koncert One Direction i będę miała limo..
Tak rozmyślając doszłam do gabinetu pielęgniarki, zresztą okropnie złośliwej baby. Stwierdziłam, że nie będę opowiadać co się stało, tylko poproszę o lód.
- Dzień dobry – powiedziałam znudzonym głosem – czy mogę prosić dwie kostki lodu? Na wfie dostałam w oko i boję się, że mi spuchnie.
- Nie – odpowiedziała szorstko lekarka – muszę Cię zbadać, takie są zasady.
- Ale pani Allien..
- Zamknij się i siadaj. – ucięła i wskazała mi miejsce.
Przemilczałam to i usiadłam. Wydawało mi się, że ogląda mi to oko już z półgodziny, w końcu dała mi ten cholerny lód i kazała spadać. Bardzo miło..
Stwierdziłam, że nie ma większego sensu iść na wf, a to moja ostatnia lekcja. Najwyżej mama mi napiszę zwolnienie, albo jutro się wytłumaczę pani. Więc wzięłam torbę i poszłam na przystanek, jednocześnie słuchając One Direction. Ludzie w autobusie dziwnie się na mnie patrzyli, więc jakby co założyłam okulary przeciwsłoneczne. Pech chciał, że do autobusu weszło dwóch kanarów.
- Cholera, zapomniałam biletu z szafki.. – zaklnęłam pod nosem i starałam się oddalać na koniec autobusu, bo tego jeszcze brakowało, żebym dostała mandat.
Ale niestety, kanarzy mnie zauważyli i wróciłam do domu z mandatem o wartości 30$ do zapłacenia.
Okazało się, że to nie koniec nieprzyjemności na dziś. Jak doszłam do domu, zauważyłam, że nie tylko bilet zostawiłam w szafce, ale i moją torbę z telefonem i kluczami do domu.
- Fuck, fuck, fuck! – siedziałam na schodach gorzko przeklinając, bo wiedziałam, że muszę czekać co najmniej godzinę pod drzwiami, zanim wróci moja siostra. Mogłam iść do przyjaciółki, ale nie miałam ochoty z nikim gadać. Jedyne co mi pozostało, to siedzieć na schodach i słuchać muzyki.
Godzina minęłam całkiem szybko, Mia pospieszyła się i szybko wróciła do domu. Opowiedziałam jej o wszystkim co się dzisiaj stało, pokazałam jej moje limo. Ona mnie pocieszyła, obiecała, że zawiezie mnie jutro do szkoły i przypudrowała opuchnięcie. Fajnie jest mieć starszą siostrę. Jak skończyłam z nią rozmawiać wróciła mama, Mia zaprosiła swojego chłopaka do nas, a ja poszłam do pokoju. Stwierdziłam, że jutro chyba mam jakąś klasówkę z fizyki, więc zaczęłam się uczyć. Szło mi strasznie opornie..
- Luuuucy, wstawaj, dzisiaj szkoła, pamiętasz jeszcze? – próbowała mnie obudzić Mia, ale najwyraźniej to już była któraś próba, bo wyglądała na zdenerwowaną.
- Co jest? – zapytałam nieprzytomnie – czemu ja nie widzę na jedno oko?
- Mój Boże, Lusia, jak Ty wyglądasz?! – siostra była naprawdę przerażona.
Pędem wstałam i potykając się pobiegłam do łazienki.
- Ja pierdole.. – wyglądałam jak jakiś potwór. Miałam spuchnięte prawie pół twarzy, a oko całe sine. – MAMOOOOOO! – wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam.
- Co się stało?! O mój Chryste.. – mama wpadła do pokoju jak burza, ale jak mnie zobaczyła, osłupiała. – Nie idziesz dzisiaj do szkoły, Ty Mia też nie. Najpierw pojedziesz z Lucy do szpitala, a potem zostaniesz z nią w domu. Micheal też może dzisiaj zostać przez cały dzień.
- Oczywiście – odpowiedziała, jak zwykle zgodna, Mia.
- Mamo..ale jutro będę mogła iść na koncert, prawda? – zapytałam niepewnie.
- Tak kochanie. Wiem jakie to dla Ciebie ważne. – odpowiedziała, uśmiechając się.
- Ale, khm, ja nie mogę z nią iść.. – powiedziała moja siostra, trochę przestraszona.
- To nic Mia, Lucy jest już prawie dorosła, niedługo kończy 17 lat. – uspokoiła Mię mama – no, ale na mnie już czas. Trzymajcie się dziewczyny, i Mia – nie zapomnij pojechać z siostrą do lekarza, zaraz po śniadaniu.
- Oczywiście mamo.
Dzień minął nam jak z bicza strzelił. Świetnie się bawiłam, opuchlizna w połowie mi zeszła, ale nadal wyglądałam strasznie. W sumie to nawet polubiłam tego Micheala, chłopaka Mii. Taki całkiem sympatyczny, ale nie lubię się dzielić moją siostrą. Z nikim.
„Brrrrryń, brrrryń!”
- Nosz cholera, nienawidzę tego budzika, zawsze dzwoni za wcześnie! – nienawidziłam wstawać i dzisiaj nie było inaczej..
- Ej, Lucy, wstawaj! Śniadanie gotowe, mama już wyszła do pracy! – zawołała do mnie z dołu Mia, słysząc ruch w moim pokoju.
- To która jest godzi..O fuck! Już 11?! – krzyknęłam przerażona – na 14 jest koncert chłopaków, dojazd tam zajmuje godzinę, a ja jestem w piżamie!
Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona i pobiegłam na śniadanie.
- Za 3 godziny jest koncert!! – lamentowałam siostrze podczas jedzenia, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Wiedziała, że po prostu ja muszę komuś się wygadać.
Po zjedzeniu śniadania była 11:20, więc poszłam do pokoju się ubrać. Zupełnie nie widziałam co wybrać, więc ubrałam mój ulubiony zielony T-shirt, czerwone rurki i zielone conversy za kostkę. Do torebki wsadziłam chusteczki, portfel, telefon, legitymację i bilet oraz mały aparat. Poszłam do łazienki zrobić sobie dwa luźne kłosy, które idealnie układały się na moich rudych włosach, oraz lekki makijaż. Zakomunikowałam siostrze, że wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Ku mojemu zaskoczeniu, zaproponowała, że mnie zawiezie.
- Dzięki, to takie kochane! – przytuliłam Mię.
Dzięki niej byłam na koncercie jedną z pierwszych, więc miałam świetne miejsce! Zapomniałam tylko o jednym. O moim limo. Zapomniałam okularów, albo chociaż sobie go przypudrować. Uświadomiłam to sobie zbyt późno, by móc zareagować. Więc musiałam wytrzymać kpiące spojrzenia i szepty na mój temat, bo oczywiście inne dziewczyny skorzystały z okazji, żeby się z kogoś ponaśmiewać. FUCK.
Koncert zaczął się równo o 14. Miałam zajebiste miejsce, tuż przy scenie. Jak One Direction wyszli..darłam się jak nienormalna i zupełnie zapomniałam o moich zmartwieniach. Zawsze tak mam kiedy ICH widzę. Na początek, na rozgrzanie publiczności, zaśpiewali One Thing. Wszyscy się świetnie bawili, oprócz mnie. Jakaś dziewczyna obok mnie, przez przypadek walnęłam mnie ręką w napuchnięte oko. Bolało mnie strasznie, poleciało mi kilka łez, ale powstrzymałam się. Szybko wytarłam czerwone oczy i starałam się bawić tak dobrze jak inni. Chłopcy skończyli wykonywać tę piosenkę, a publiczność domagała się „What makes you beautiful”. Zanim zaczęli, stał się jakiś cud. Zadziałała Boża opatrzność. Louis Tomlinson, mój ideał chłopaka i największy idol..spojrzał mi prosto w oczy, złapał mnie za rękę i pomógł wejść na scenę. Byłam najszczęśliwsza na świecie, ale jednocześnie przerażona, bo nie wiedziałam co się dzieje. Łzy napłynęły mi do oczu, bo limo znowu zaczęło boleć. Lou, nic nie mówiąc, zaprowadził mnie na środek sceny, do innych chłopaków i zaczęli śpiewać. Tomlinson przez cały czas trzymał mnie za rękę, drugą ręką otarł łzy z moich policzków. Serce waliło mi jak cholera, nogi powoli odmawiały mi posłuszeństwa. Byłam zakochana. W Lou. Był cudowny, kiedy śpiewali, on cały czas się na mnie patrzył, starał się złapać ze mną kontakt wzrokowy..WMYB się skończyło, a ja nadal byłam na scenie. Wtedy zaczęli śpiewać moją ulubioną piosenkę – More Than This. Podczas swojej solówki, Louis..odwrócił się tyłem do widowni, stanął prosto przede mną. Śpiewał tylko dla mnie.
Nie uciekałam ze sceny, z koncertu, tak jak zapewne większość fanek by zrobiła. Stałam tam i słuchałam. Czułam, że Lou śpiewa prosto z serca, a ja byłam totalnie zakochana. Po MTT Lou odprowadził mnie za rękę i pokazał gdzie mam usiąść. Kazał mi się nigdzie nie ruszać. Jak odchodził, dał mi delikatnego buziaka w policzek. Byłam wniebowzięta. Słuchałam ich piosenek, siedząc na honorowym miejscu, w dodatku jeszcze Louis Tomlinson coś kombinuje właśnie dla mnie! Więc ten cały „pech”, który mnie spotkał wcześniej był zamierzony, los wiedział co się stanie, więc nie chciał mnie za bardzo rozpieszczać. Ale teraz..czuję się jak w raju. Nie mogę oderwać wzroku od Lou. On ma taką zajebistą dupę! Aww..Ale musiałam przerwać te sprośne myśli, bo znowu podszedł do mnie Louis. Złapał mnie za rękę, pewnym ruchem podniósł z krzesła i zaprowadził na scenę. Tym razem śpiewali piosenkę „I want”. Lou oddał mikrofon jakiemuś facetowi i czekał, trzymając mnie za rękę. Harold zaczął śpiewać, a Lou… porwał mnie do tańca! Nie mogłam uwierzyć własnemu szczęściu.
Połowa koncertu za nami, a ja szaleję na scenie z Louisem. Wydawało mi się, że to jakiś piękny sen, który zaraz, nagle się skończy..W pewnym momencie, na scenę wchodzi menago One Direction i zapowiada widzom przerwę. Myślę sobie, że nareszcie dowiem się o co chodzi, bo mimo że jest zajebiście, w sumie Lou nawet nie zna mojego imienia!
Poszłam więc razem z nimi na przerwę, do niedużej garderoby chłopców. Bałam się pierwsza zagadać, ale na szczęście Lou mi to bardzo ułatwił, pytając:
- No, jak Ci się podoba?
- Jest zajebiście, ale może wyjaśnicie mi o co chodzi? – z trudem hamowałam śmiech, widząc wygłupy Nialla z Liamem.
- Już spieszę z wyjaśnieniami, madame. Otóż, nie mogłem znieść widoku, że najpiękniejsza dziewczyna, jaką w życiu spotkałem, płacze na moim koncercie. Nasz menago jest trochę na mnie za to zły, ale..nie mogłem się Tobie oprzeć. A właśnie, jak Ci na imię śliczna, może powiesz nam coś o sobie?
- A więc, jestem Lucy, mam 17 lat i przeprowadziłam się do Londynu trzy lata temu. A, zapomniałam o najważniejszym. Zakochałam się w takim jednym chłopaku.
- Ohh, więc strasznie Cię przepraszam za tego buziaka i w ogóle.. – Lou wyraźnie posmutniał.
- Zakochałam się w Tobie, gamoniu! – zaczęłam się śmiać, a ze mną Harry i Zayn.
- Ahh, skoro tak, to cofam przeprosiny, cwaniaro! – śmiał się razem z nami – Niall, Liam, dzieciaki, chodźcie tu, kogoś chcę Wam przedstawić!
- Oooo, jaka laska! Skąd Ty bierzesz takie panny, bracie? – zapytał roześmiany Niall – cześć, jestem Niall!
- A ja Liam! – wtrącił Daddy Direction.
- Ja jestem Harry, a to Zayn, ale chyba nas znasz. – Harold puścił do mnie oczko.
- Czy Ty puszczasz do niej oko Hazza?! Ona jest moja, ja ją pierwszy zobaczyłem! – odezwał się obrażony Louis.
- Hahaha, jestem Lucy i bardzo miło mi Was poznać – wydusiłam z siebie, powstrzymując się od śmiechu – a Ty co Lou, zazdrosny?
- A żebyś wiedziała! – burknął i roześmiał się, mierzwiąc czuprynę Harolda.
- Panowie i pani proszeni na scenę! – usłyszeliśmy wyraźny bas menadżera chłopców i udaliśmy się na scenę. Czułam się jak ich stara znajoma, a przecież rozmawiałam z nimi na „ty” dopiero od 15 minut. Niesamowite uczucie, być tak blisko idoli milionów nastolatek..I nagle usłyszałam głos Harrego i tę jego charakterystyczną chrypkę:
- Tę piosenkę dedykujemy naszej nowej przyjaciółce i nie tylko – puścił oczko do mnie i Lou – dawaj Liam!
Pięknie śpiewali, zatapiałam się w melodii, w słowach, w ich wykonaniu.
W pewnym momencie jakaś dziewczyna wskoczyła na scenę i biegła w moim kierunku z nożem! Byłam przerażona, mocno ścisnęłam rękę Louisa i spojrzałam na niego. On, w przeciągu dosłownie sekundy, skoczył pomiędzy mnie a tą dziewczynę i zagrodził jej przejście. Zayn zgrabnym kopnięciem wyrwał jej z ręki nóż, Niall i Harry złapali ją za ręce, a Liam pobiegł po ochronę. Dziewczyna wyrywała się i szarpała, krzycząc do mnie: „Dopadnę Cię, nikt nie będę bezkarnie zabawiać się z MOIM Louisem. Słyszysz?! Zemszczę się!” Nie wytrzymałam. Byłam przerażona, rozpłakałam się. Lou momentalnie mnie przytulił i powiedział, że tak dziewczyna na pewno nic mi nie zrobi, kiedy on będzie przy mnie.
Dygotałam na całym ciele, mimo że dziewczyny już nie było na scenie. Pozostali chłopcy podeszli do mnie i Louisa i też mnie przytulili. Czułam się naprawdę bezpieczna i szczęśliwa, mimo zdarzeń sprzed chwili. Wiedziałam, że oni muszą dalej zabawiać widownię, więc szepnęłam do nich „no, idźcie już, Wasze fanki chcą dalej Was słuchać, w końcu ten koncert jest dla nich!”.
Zaśpiewali jeszcze „Stole my heart” i „Taken” i pożegnali się z fanami. W końcu to nie ich ostatni koncert tutaj, a jutro jeszcze podpisywanie płyt w Nersey Gallery. Grzecznie się ukłonili i zeszliśmy ze sceny. Cały czas szłam z Lou za rękę, chłopcy starali się być jak najbliżej mnie, bo wiedzieli że to co przeżyłam, było dla mnie wielkim szokiem. Szybko tylko wysłałam smsa do mamy „Spędzę noc poza domem, nie martw się, kocham Cię!”, a na który dostałam odpowiedź „Baw się dobrze córeczko, jakbyś coś chciała – dzwoń, kocham cię!”. Najwyraźniej jeszcze nie pokazali w telewizji tego koncertu. Może to i lepiej..
Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Lou. Nie wiem jak, ale zabrał mnie do jakiegoś cichego pomieszczenia, gdzie byliśmy sami i zapytał:
- Lucy, wiem że znamy się dopiero kilka godzin, ale jesteś wspaniała. Inteligentna, dzielna, odważna, szalona, wrażliwa i w dodatku taka piękna..Lucy, czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Lou, zaskoczyłeś mnie tym pytaniem, nie wiem czy jestem gotowa. Poza tym, nie jestem idealna, moje wady dopiero się pokażą i nie wiem, czy wytrzymasz na przykład z moim lenistwem..
- Kocham Cię Lucy, Twoje zalety na pewno przyćmiewają wszystkie wady, jeśli jakieś w ogóle masz.
Spojrzałam mu w oczy, były błyszczące i widać było, że jest szczery.
- Tak, zostanę Twoją dziewczyną. Kocham Cię Louis tak mocno jak nikogo na świecie, ale boję się, że będę Ci przeszkadzać w karierze..
- Nawet tak nie myśl. Ktoś kogo kocham w niczym mi nie przeszkadza. Kocham Cię z całego serca, jesteś tą jedyną, jedną dziewczyną na milion! – powiedział, rozemocjonowany i pocałował mnie. To był najcudowniejszy pocałunek w moim życiu..Nasze usta delikatnie się zbliżały, najpierw się musnęliśmy, a już przyssaliśmy się do siebie na dobre. Kocham go. Kocham go i jestem tego pewna, jak niczego na Ziemi. Tylko on potrafi sprawić, że czuję się tak jak teraz. Wolna, bezpieczna i otoczona szczerą miłością chłopaka mojego życia..
__________________________________________
Cześć, to pierwszy rozdział. Przepraszam, że taki długi, ale nie miałam serca dzielić go na krótsze. Gratuluję tym, którzy doczytali do końca! :D