piątek, 6 kwietnia 2012

Rozdział 11

- Lucy, czemu płaczesz, kochanie, co się dzieje? – słyszałam głos Lou, ale jakby przez mgłę. Przez jednego esemesa, cały mój świat legł w gruzach.
- Moja mama, ona.. – nie mogłam mówić, głos mi się łamał, łzy przysłaniały mi widok. – ona nie żyje..
- Ale jak to, tak nagle?!          
- Wczoraj w nocy miała wypad-dek, nie udało się jej uratować.. – i wybuchłam kolejną serią płaczu..
- Co się dzieje? – do pokoju padł Harry, zwabiony moim płaczem.
- Cicho, kochanie, proszę, uspokój się trochę, nie możesz się tak stresować.. – próbował mnie uspokoić Louis. I rzeczywiście, pomogło.
- Moja mama umarła w nocy. To znaczy, moja przyszywana mama, bo jestem adoptowana.. – tłumaczyłam Harremu.
- Rozumiem. Przepraszam za tak wścibskie pytanie, ale kiedy pogrzeb?
- Dzisiaj o 16..
- O żesz..Louis, chodź na chwilę. – wyszedł z pokoju ciągnąc za sobą Louisa. – Dzisiaj o 16 mamy bardzo, bardzo, BARDZO ważny koncert, nie możemy go przełożyć..
- Jasna cholera..Ale ja nie mogę nie pójść z nią na pogrzeb..
- Wiem i ja też muszę tam być. Ale bez nas koncert się nie może odbyć..
- Co my teraz zrobimy..
- Zadzwonię do naszego menago i powiem mu co i jak. On na pewno coś wymyśli. A teraz idź do Lucy.
Louis szedł do pokoju lekko denerwowany. Uśmiechnęłam się do niego, on odpowiedział mi tylko krótkim spojrzeniem.
- Co się dzieje, gdzie jest Harry? – zapytałam.
- Nic takiego, Harry musi zadzwonić do naszego menadżera coś ustalić.
- Kochanie, posłuchaj. Słyszałam Waszą rozmowę..i rozumiem, że nie możecie zawieść fanów. Idźcie na ten koncert, a ja sobie poradzę.
- Nie. Nie będę śpiewał na żadnym koncercie z myślą, że Cię zawiodłem. Zresztą chłopcy też nie. Pójdziemy na pogrzeb razem z Tobą.
- Nie, nie zgadzam się.
- Zrobię wszystko, żeby tylko być przy Tobie.
- Mam dobre wieści – do pokoju wszedł Harry – nasz menadżer przełożył nasz koncert na 18, więc zdążymy i tu i tu.
- Bardzo się cieszę. – rzuciłam się Hazzie na szyję. – Którą mamy godzinę?
- 13:30 – odpowiedział Niall, który właśnie wszedł do naszego pokoju.
- A gdzie Twoja „druga połówka”? – zaczepił go dość opryskliwie Harry.
- Harry… - upomniałam Loczka.
- No już.. – zapewnił Harry.
- No dobra, to chyba powoli trzeba się zbierać. – zarządził Liam – Panowie, garnitury czekają na dole.
Gdy chłopcy wyszli Lou przytulił mnie i szepnął:
- Nie martw się, jestem przy Tobie. – i poszedł się ubierać. Ja również się ubrałam w czarną sukienkę i czarne conversy. Tak, wiem, conversy na pogrzeb, ale to moje ulubione buty, a nie umiem chodzić na obcasach.
- Jedziemy.. – Louis otulił mnie ramieniem i razem z chłopcami udaliśmy się do samochodu.
Na cmentarzu było już kilka osób z rodziny mojej mamy, większości nie znałam, bo mama nigdy nie zapraszała do nas nikogo. Przywitałam się grzecznie z każdym.
- Zebraliśmy się tutaj, aby ostatecznie pożegnać Esterę Prois, cudowną siostrę, opiekuńczą matkę i.. – przemawiał ksiądz. W tym momencie wybuchłam płaczem. Przytuliłam się mocno do Louisa i Harrego, którzy starali się mnie uspokoić. Nie słuchałam dalej księdza, było mi wszystko obojętne..Wiedziałam tylko, że już nigdy więcej nie zobaczę uśmiechniętej twarzy mojej mamy, że już jej nie ma. Po prostu..Ciężko mi było przyzwyczaić się do tej myśli, ale bardzo pomagali mi chłopcy. Byli dla mnie jak rodzeństwo. No i Weronika. Niestety, nie było jej z nami na pogrzebie, bo musiała wyjechać do Doncaster, do swojej siostry, której urodził się syn. Wróci jutro, ale wiem, że myślami jest ze mną. Cóż, jeśli chodzi o Weronikę – bardzo ją lubię i cieszę się, że uszczęśliwia nam Horana. To naprawdę świetny chłopak i mam nadzieję, że Weronika zdaje sobie z tego sprawę..
- Kochanie, to już koniec. – usłyszałam delikatny głos Lou.
- Już okey, możesz wyluzować. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- A więc, księżniczko – Harry zawsze się tak do mnie zwracał – mam dla Ciebie całkiem fajną wiadomość. Odwołali całkowicie nasz koncert, nie wiadomo do końca dlaczego, więc mamy caaały dzień, żeby Cię rozweselać. Co powiecie na Aqua Park? – Loczek uśmiechnął się wesoło.
- No jasne! – krzyknęli chłopcy chórem i już chwilę później byliśmy w samochodzie. Droga zleciałam nam bardzo szybko i nie wiem nawet kiedy, znaleźliśmy się na parkingu przed British Water Sweatt.
Zabawa była genialna, mało kto rozpoznał mokrych One Direction, a nawet jeśli to nikt nie robił afery, tylko zdjęcie, autograf i papa. Bardzo fajni są Ci ich fani. Nawet kilka osób chciało mój autograf, jako „pani Tomlinson”, hahahaha. Dzięki temu, że chłopcy są sławni, ratownicy przymykali oko na nasze różnorodne wybryki na zjeżdżalniach, a jak chcieliśmy iść do jacuzzi, to wygonili z niego innych ludzi. Fajnie.
Ja i Louis nie mogliśmy się powstrzymać od czułości, więc reszta musiała to jakoś znieść. W pewnym momencie, Lou zaciągnął mnie pod wodę i zaczął całować. Aww, to było takie romantyczne..
Jedynie Zayn się średnio bawił, bo jak wiadomo nie umie pływać, ale i na to Daddy znalazł rozwiązanie. Kupił naszemu badboyowi dmuchane rękawki!
- Ty chyba sobie żarty robisz! – oburzył się Zayn. – Nigdy tego nie włożę, jeszcze ktoś mnie zobaczy!
- Masz do wyboru albo to włożyć, albo utonąć. – zaśmiał się Liam.
- Zemszczę się. – powtarzał Malik wkładając rękawki.
Czas bardzo szybko mijał i nim się obejrzeliśmy, a trzeba było wracać do domu. W szatni Harry próbował pójść razem ze mną do damskiej, ale oburzona sprzątaczka wykurzyła go, groźnie wymachując mopem.
- Ehh, spróbuję innym razem. – powiedział Harry i pobiegł dogonić chłopaków.
W domu czekała na nas kolacje.
- Ej, kto zrobił tą kolację? – zdziwił się Horan. Nikt się nie przyznał, więc Hazza zawołał:
- Halo, jest tu kto?!
- Ano, jest. – zza drzwi do pokoju Liama wyłoniła się ciemna postać. – Czekałam aż wrócisz, Liam. Teraz mi się tak łatwo nie wywiniesz. – w naszą stronę poleciała gruba książka, która trafiła Veronikę w brzuch.
- Ałć.. – Veronika zgięła się w pół.
- Kim jesteś i co Ty tu robisz?! – krzyknął wściekły Niall.
- Zgadnijcie. – odpowiedziała tajemnicza postać.
- Jessie?! – Liam poznał swoją byłą dziewczynę po hiszpańskim akcencie.
- No brawo, chłoptasiu. – zachichotała szyderczo Jess.
- Ale co Ty tu robisz? O co Ci chodzi? – dopytywał Zayn.
- Pff, jeszcze Wam nie powiedział?
- O czym? – Zayn nie dawał się zbić z tropu,
- No o tym, czemu od niego odeszłam. Myślicie, że tak po prostu, opuściłabym sławnego gwiazdora? Nie jestem idiotką. Ten Wasz „Daddy” zdradzał mnie, z niejaką Lucy,
- Eeee, ja jestem Lucy, miło mi. – uśmiechnęłam się zimno do Jess.
- Ah, nie z Tobą, debilko.
- Nie nazywaj mojej dziewczyny debilką, tylko gadaj o co chodzi. – odpowiedział chłodno Lou.
- A więc, z Lucy Pettr. Wasza sąsiadka, mieszka w bloku obok.
- A my mamy Ci uwierzyć, bo..? Czego Ty właściwie chcesz? – zapytał Horan.
- Nie musicie mi wierzyć. Przyszłam po to co obiecał mi Wasz Payne. Błagał mnie, żeby go rzuciła na Waszych oczach, żeby jego zdrada się nie wydała, w zamian za to, on da mi 10 000 dolarów.
- CO?!?! – krzyknęliśmy jednocześnie ja, Veronika, Harry, Lou, Niall i Zayn.
- To nieprawda. – odpowiedział spokojnie Liam. – Owszem, obiecałem Ci pieniądze, ale z innego powodu, i nie 10, a tysiąc dolarów.
- Może wyjaśnisz nam o co chodzi?! – powiedział zirytowany Harry.
- Tak, wyjaśnię. Otóż, nie wiem z jakiego powodu Jessie ode mnie odeszła. Pieniądze obiecałem jej wcześniej. Miało być to 1000 dolarów, na pokrycie kosztów jej studiów w Ameryce. Tylko, że obiecałem Ci to przed zerwaniem. Niby dlaczego mam dać Ci te pieniądze teraz? – Payne zwrócił się do Jessie.
- Obejrzyj się za siebie. – odpowiedziała.
Veronika siedziała związana na podłodze.
- Kiedy oni Ci to zrobili?! Przecież, ja ciągle Cię trzymałem za rękę.. – Niall był zdruzgotany.
- Wejdźcie! – Jessie krzyknęła w stronę drzwi. Veronikę złapało pod rękę dwóch wielkich facetów. – A teraz słuchaj Payne. – zwróciła się do Liama – Jak nie dasz mi tej kasy, nie zobaczycie już mordy tej dziewczyny.
- Puszczajcie ją! – Niall szarpał się z murzynami Jessie, ze łzami w oczach.
- To nic nie da mały blondasku. – zaśmiała się Jessie.
- Dam Ci te pieniądze. Tylko puśćcie ją. – powiedział twardym głosem Liam.
- Dobrze. Idź po pieniądze i zapakuj je w kopertę. Masz 3 minuty. – powiedziała.
Po chwili wrócił Liam.
- W tej kopercie jest równo tysiąc dolarów. Niech Twoi faceci położą Veronikę na kanapie i wyjdą za drzwi. Wtedy dam Ci tę kopertę. – ustalił warunki Liam.
- Dobrze. Chłopcy, słyszeliście. Połóżcie dziewczynę na kanapie i idźcie do samochodu.
Po wykonaniu polecenia, Liam dał Jessie kopertę:
- Weź te pieniądze i więcej nie chcę Cię widzieć na oczy. – powiedział, patrząc jej w oczy.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że nie będę musiała Cię więcej oglądać. – wycedziła przez zęby i wyszła.
- Veronika, kochanie, nic Ci nie jest?! – Niall podbiegł do Veroniki i mocno ją przytulił.
- Nie, tylko jestem trochę przestraszona. – odpowiedziała i usiadła Niallerowi na kolana.
Resztę wieczoru spędziliśmy grupami w swoich pokojach. Ja, Lou i Harry w naszym pokoju, Niall i Veronika u siebie, a Liam i Zayn u Zayna. Jakoś nikt nie miał odwagi skomentować dzisiejszego zdarzenia, więc omijaliśmy ten temat. W pewnym momencie Hazza nie wytrzymał:
- Ej, a tak właściwie, to jak to się stało, że nie zauważyliśmy, że Ci goście porywają i wiążą Veronikę? To jest podejrzane. – zaczął swoje rozmyślania Loczek.
- Może pogadamy o tym jutro? Dzisiaj już nie chce mi się dedukować możliwych przyczyn tej sytuacji. – odpowiedziałam ziewając i wtuliłam się w Louisa.
- Jak chcesz, ale mi się to wydaje co najmniej dziwne.

Rozdział 10

Obudziłam się na fotelu w naszym pokoju, przez jakiś dziwny odgłos. Coś jakby dźwięk tłuczonych talerzy, tylko że głośniejszy. Wyjrzałam przez do drzwi do salonu i od razu zgadłam co spowodowało hałas. Harry i Louis zbili jedno z luster Zayna. Podejrzewałam, że nasz badboy się zdenerwuje, jednak teraz miał inne zajęcie, bo Liam przyodział go w fartuszek i kazał zrobić nam śniadanie. „Dobra, moje dzieci są, Zayn jest, Liam jest, kogo brakuje? A no tak, naszej zakochanej pary. Zaraz gdzie oni mogą być..”. Miałam jakieś dziwne przeczucie, że znajdę ich na strychu. Byli tam, a jakże i ukryci za gigantyczną rzeźbą z wosku namiętnie się całowali.
- Hej, mogę wiedzieć co tu robicie? – zapytałam, śmiejąc się.
- Aaaa, staraliśmy się znaleźć jakieś ciche miejsce, ale widać, że i tu nas znalazłaś. – Irlandczyk uśmiechnął się zalotnie do Weroniki i kontynuowali całusy, nie zważając na mnie. *Brzęk*. Oho, kolejne lustro Zayna się rozsypało. A tyle razy Liam powtarzał Louisowi i Hazzie, żeby nie grali w bejsbola w pokoju Zayna..
Zeszłam na dół, żeby pomóc Zaynowi przy robieniu śniadania. W połowie drogi ktoś złapał mnie w talii i wziął na ręce. Spodziewałam się, że to Lou, ale to był Harry.
- Hej, księżniczko, nie zauważyłaś że tu pełno szkła leży? Leć biegiem po kapcie, bo jeszcze coś sobie zrobisz. A Ty Lou, sprzątaj szybciej. – uwielbiałam, jak Harold się tak o mnie troszczył, bo było takie słodkie z jego strony.
Jak zeszłam, w salonie było niemalże czysto, a wszyscy oprócz naszych gołąbeczków siedzieli już przy stole i czekali aż Malik poda śniadanie.
- Dziś szef kuchni poleca smażone jajeczka i chlebek razowy, prosto z pieca. – mówił, ze śmiesznym francuskim akcentem. Śniadanie było pyszne, na szczęście zostało jeszcze trochę dla Nialla i Weroniki, którzy zeszli jak my już kończyliśmy.
- Hmm, a co dzisiaj będziemy robić ciekawego? – zapytałam po śniadaniu.
- Może zostaniemy w domu? – zaproponował Zayn.
- W porządku. – zgodzili się pozostali domownicy.
Po wstaniu od stołu, ja i Lou udaliśmy się do naszego pokoju, bo stwierdziliśmy, że dawno nie robiliśmy nic sami. Jak już siedzieliśmy w pokoju, Lou powiedział:
- Ślicznie wyglądasz.
- Taak, jasne. A teraz pozwól, że lekko się odświeżę, bo wyglądam jak kosmita.
- Wcale nie. Będę tęsknił..
Jak wyszłam z łazienki, zobaczyłam coś, co sprawiło że prawie się przewróciłam. Nagi Harry, leżał na zupełnie gołym Louisie i namiętnie się całowali..
- Ja pierdole, co się tutaj dzieje?!?! – wrzasnęłam.
- O mój Boże, Lucy, zaraz Ci to wyjaśnię.. – starał się załagodzić sytuację Louis, zrzucając z siebie Harrego.
- Ale co chcesz mi wyjaśniać? To że jesteś gejem, czy to że nie jesteś, tylko się całowałeś z chłopakiem?! NAGO! Może Harry Cię do tego zmusił?! – mówiłam, ze łzami w oczach. – Myślałam, że te Wasze wygłupy to naprawdę tylko żarty, ale  teraz sama nie wiem w co mam wierzyć.. – upadłam na fotel i rozpłakałam się na dobre.
- Lucy, kochanie, posłuchasz mnie?
- Tak, z przyjemnością, tylko nie wiem, czy mogę Ci jeszcze mówić „skarbie” czy może już się oświadczyłeś Harremu..
- Posłuchaj, ja rozumiem jak to wyglądało i jakbym zobaczył moją dziewczynę w takiej sytuacji, pewnie bym zareagował tak jak Ty. Ale zrozum mnie, nie mogłem się powstrzymać. Obiecałem Harremu, już dawno temu, że zrobimy to tylko jeden raz, a teraz była ostatnia okazja..Przepraszam Cię, skarbie, czy kiedykolwiek mi wybaczysz..? – zapytał totalnie zrozpaczony Louis.
Nie odpowiedziałam. Tylko podeszłam do mojego gołego Lou i dałam mu buziaka prosto w usta, które wcześniej całowały się z Harrym, na znak że wybaczam.
- Tylko żeby mi to był ostatni raz. – ugryzłam Louisa w płatek jego ucha.
- Obiecuję..
Louis, Liam i Zayn musieli pojechać coś załatwić do wytwórni płytowej, więc zostałam sama z Harrym, bo nasze gołąbeczki były zajęte sobą.
- Hej, księżniczko, jesteś zła za wczorajsze? – nieśmiało zagadał do mnie Loczek, siedzący przy oknie.
- Oczywiście, że nie. Już jest okey. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się wesoło – Na co tak patrzysz?
- A, na Nialla i Weronikę.
- Uuu, podglądacz. Daj też popatrzeć.
- Jasne, siadaj. – odsunął się i zrobił mi miejsce na krześle.
- E, nie przesadzaj. Wygodniej będzie na kolankach Hazzy. – mrugnęłam do niego i usiadłam. Potem już nie rozmawialiśmy, tylko przyglądaliśmy się wyczynom Nialla i Weroniki w ogrodzie.

W ogrodzie

- Cześć kochanie. – Weronika przywitała Nialla buziakiem w policzek. – Co robisz?
- Stroję gitarę, żeby zaraz zagrać dla pięknej panny. – Nialler uśmiechnął się zalotnie.
- Oh, naprawdę? Czekam z zapartym tchem.
- Tak. Ten kawałek idealnie wyraża moje uczucia do Ciebie..
Baby You light up my world
like nobody else
the way that you to flip your hair
gets me overwhelmed
but when you smile at the ground
it ain't hard to tell
You don't know oh oh
You don't know, You're beautiful!”
Kocham Cię. Najbardziej na świecie. Czy Ty płaczesz?
- Tak, tak, płaczę. Ja też Ciebie kocham i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, Niall..
W tym momencie lunął deszcz. Ale oni się tym nie przejęli, tylko przytulili się i zaczęli tańczyć.

W domu

- Oh, jakie to słodkie, widzisz? – zapytałam Styles’a.
- No, fajnie…
- Fajnie? No weź, przecież widzisz, że Niall jest szczęśliwy!
- No wiem, ale..
- Ale co Hazza, jaki masz znowu wątek?
- No po prostu wydaje mi się, że to nie jest dziewczyna dla Nialla, fuck..Przepraszam.
- Nie ma sprawy. Nie wiem co Tobie w niej nie pasuje, Styles. – dałam mu pstryczka w nos.
- Ja też nie wiem, ale taka inna. – i uszczypnął mnie w udo.
- Przestań idioto! – i pokazałam mu język, a on rzucił mnie na łóżko.
- Nigdy! – i zaczął mnie łaskotać.
Po chwili usłyszeliśmy otwieranie drzwi i głos Lou:
- Wróciłem, tęskniłaś?
- Oczywiście, bardzo!
- Ale obiad niegotowy! – zaczął się ze mną przekomarzać Tomlinson.
- Zamów sobie pizzę, nie chce mi się robić. – narzekałam – i gorąco tu, i źle się czuję, i bleeee..
- Dobra już dobra, nie będę Cię męczył skarbie. – zaśmiał się i położył obok mnie.

środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział 9

Gdy ja, Lou i Harry wróciliśmy do domu, trochę po 20, zastaliśmy niecodzienny widok. Niall i Weronika spali na kanapie wtuleni w siebie, Zayn i Liam leżeli na dywanie z jakąś dziewczyną, którą pierwszy raz widzieliśmy na oczy. Wymieniliśmy spojrzenia typu „WTF?!” i zaczęliśmy budzić ich po kolei. Od Zayna było ostro czuć papierosami, więc podszedł do niego Lou, który nie brzydzi się takich zapachów i zaczął nim trząść.
- Wat gebeury er? – zapytał niezrozumiale Zayn.
- Dlaczego on mówi po holendersku?! – krzyknął Harry.
- Zaraz zobaczymy – powiedział Lou – Zayn, chłopie, co brałeś?
- Nic.. – odpowiedział cicho, już po angielsku.
- No dobrze, a co tu się działo? – kontynuował pytanie Lou.
- No więc, przyszliśmy tu, Liam chciał nam zrobić kolację. Wtedy do drzwi zadzwoniła ona – wskazał palcem na leżącą na podłodze dziewczynę – i powiedziała, że musi wejść, więc ją wpuściłem. Pobiegła do Liama i zaczęła krzyczeć i przeklinać. Złapałem ją za rękę i kazałem przestać, jednak ona kopnęła mnie w, no wiecie, i zemdlałem.
- Potem Liam uderzył tę dziewczynę w twarz za to co zrobiła Zaynowi, ona się przewróciła i uderzyła głową w podłogę – kontynuował Niall, który obudził się chwilę temu i przysłuchiwał naszej rozmowie – a Liam tak się przeraził, że właśnie uderzył dziewczynę, że też zemdlał. A my leżeliśmy na kanapie i czekaliśmy aż się obudzą i w tym oczekiwaniu zasnęliśmy. Koniec.
- Jasne, jasne. Ktoś wie jak ta dziewczyna się nazywa, Liam?
- Tak, wiem – odpowiedział Daddy – nazywa się Juliet i zostawiłem ją trzy lata temu dla Jessie i ona obiecała, że się zemści.
- Dobra, uwaga, zrobimy tak – zarządził Harry – Ty Lucy, Weronika i Niall pójdziecie na górę, bo za chwilę będzie tutaj gorąco, a my postaramy się to wyjaśnić.
- A po co ja mam iść na górę? – zapytał urażony blondynek.   
- Po to, żebyś jak ta dziewczyna będzie uciekać gdzieś na górę, pomógł nam ją złapać.
- Spoko. To chodźcie dziewczyny.  – blondasek złapał Weronikę za rękę i pociągnął na górę.
W czasie mojej egzystencji nie byłam jeszcze chyba tylko w pokoju Nialla, więc cieszyłam się że wreszcie zobaczę jak wygląda. Był bardzo ładny, ściany pomalowane na zielono, na podłodze włochate dywany no i piętrowe łóżko. Oprócz tego kilka szaf, biurko i gitara.
- No, to rozgośćcie się. – powiedział Niall – chcecie, nie wiem, w coś zagrać?
- A może Ty byś nam coś zagrał? – Weronika ruchem głowy wskazała na gitarę. – Proooszę..
Niall uległ pod wpływem jej próśb, widać że ona mu całkowicie zmiękczyła serce.. Trochę to dziwne, ale go rozumiem, bo to samo Lou robi ze mną. A no właśnie, Lou, co się dzieje tam na dole. Nieśmiało wyjrzałam przed drzwi i usłyszałam krzyki i trzaskanie drzwiami.
- Chyba już koniec akcji na dole.. – odezwałam się, przerywając ciszę.
- Etam, to nie zmienia faktu, że Nialler ma nam zagrać. –  Wera spojrzała Niallowi tak głęboko w oczy, że pod biednym chłopakiem ugięły się kolana.
- Oczywiście. – odpowiedział, patrząc na Weronikę jak w obrazek.
- No może ja zostawię Was samych.. – od tych zalotów robiło mi się niedobrze. Bądź co bądź, całusy i prawdziwa miłość są normalniejsze niż te całe „gry” wstępne..
- Hej chłopcy, skończyliście już? – zapytałam się siadając na schodach.
- Tak, może by tak powiedzieć. – odpowiedział niepewnie Zayn.
- A co jest nie tak?
- Cóż, ta cała Juliet obiecała że wróci jak nikt się nie będzie spodziewał..Co za mściwe babsko.. – Harry chodził niespokojnie po pokoju.
- No dobrze, to kto jest głodny? Może zrobię kolację? – zapytałam, dla rozluźnienia atmosfery.
- Ja! – krzyknęli jednocześnie Zayn i Louis.
- Harold, chodź tu na chwilę. – zwróciłam się do Loczka. – Słuchaj, na górze Niall i Weronika siedzą u niego w pokoju. Dla świętego spokoju, proszę sprawdź co tam się dzieje.
- Dobry pomysł. – odparł Hazza – Już tam lecę.

U Nialla

- Hej moi mili.. – zaczął Harry – oj widzę, że przyszedłem nie w porę..
Harry zawstydził się, przerywając namiętny pocałunek Nialla i Weroniki.
- Nic się nie stało. – powiedział Niall.
- Coś się pomiędzy Wami wydarzyło? – zapytał wścibsko Hazza.
- Może..a co Cię to. – Weronika wytknęła mu język i roześmiała się.
- Ejj, Nialler, pytam poważnie. – Harry uparcie oczekiwał odpowiedzi.
- W sumie ciężko stwierdzić bracie, ale raczej nie.
- To dobrze..to znaczy, szkoda. – Harry wyraźnie nie przepadał za Weroniką, ale jakoś nikt nie wiedział czemu.
Po kolacji umyłam naczynia i poszłam do mojego pokoju, w którym siedział zamyślony Styles.
- Hej Harry – przywitała go cicho, na co Harry odpowiedział mi tylko krótkim uśmiechem – słuchaj, co się dzieje? Widzę, że jakoś Weronika nie przypadła Ci go gustu, a przecież jest sympatyczna..
- Wiesz Lucy, może to dlatego, że jest taka..inna od Ciebie. Ciebie po prostu nie można nie lubić, jesteś bardzo kulturalna, sympatyczna, miła ale zarazem świetnie się z Tobą bawimy, jesteś dla nas jak siostra i nie zabierasz nam Louisa, tylko po prostu – jesteś jego dziewczyną, ale jednocześnie naszą najlepszą przyjaciółką. Natomiast Weronika..ona też jest bardzo fajna i nie można temu zaprzeczyć..Ale Niall zawsze był dla nas jak młodszy brat, taki szalony i wesoły dzieciak, a mam wrażenie, że ona sprawia że on się onieśmiela, jest bardziej poważny, a wcześnie tak bardzo nie zwracał na to uwagi..Teraz bardziej się pilnuje i w ogóle..Ehh, pewnie ciężko Ci zrozumieć o co chodzi..Bo Weronika jest naprawdę fajną dziewczyną, ale myślę, że nie dla Nialla..
- Posłuchaj Harry. Ja rozumiem, że nie możesz się do niej przekonać, ale z czasem przecież Ci przejdzie. Wątpię, że jak tylko mnie zobaczyłeś, to od razu z biegu polubiłeś..
- W sumie to tak było.
- Cicho, psujesz! – szturchnęłam go w ramię – W każdym razie, wiesz że Niall bardzo długo czekał na swoją wybrankę i teraz, kiedy się zakochał, to na pewno jest ta jedyna. Może i Weronika trochę go zmienia, ale myślę że to się Tobie tylko wydaje. Niall jest bardziej nieśmiały i stonowany, ale to dlatego, że nie chce stracić Weroniki, a nie dlatego, że się jej wstydzi..
- Masz rację, Lucy. Jak Niall zrozumie, że Weronika naprawdę go kocha, to znowu będzie sobą, prawda?
- Oczywiście gamoniu! – przytuliłam Harrego i poczułam jak się rozluźnił.
- Dziękuję Lucy.. – szepnął mi na ucho i mnie puścił. – Tomlinson, kiedy wyjdziesz z tej łazienki do cholery?!! – darł się na całe gardło. „Nareszcie” – pomyślałam – „wrócił dawny Harry”.
- Jezuu, nie wpieniaj się tak Styles, muszę nasmarować plecki! – usłyszeliśmy głos zza drzwi i śmiech.
- Hmm, a tak właściwie co robią Weronika i Niall? – zapytał Hazza.
- Zapewne siedzą w pokoju, ale odwiedzę ich. – powiedziałam
- Pójdę z Tobą, Lou pewnie jeszcze długo nie opuści swojej kryjówki.
- Słyszałem! – krzyknął Tomlinson.
Zanim jeszcze doszliśmy do ich pokoju, usłyszeliśmy pisk Weroniki. Podeszliśmy na palcach do drzwi i obserwowaliśmy zdarzenie w środku. Niall klęczał na środku pokoju i zapytał podekscytowany:
- Weroniko, czy zostaniesz moją… - i w tym momencie, jak burza, do pokoju wlecieliśmy ja i Harry.
- Co Ty odpierdalasz?!?! – Harry krzyknął na Nialla, a ten skulił się na podłodze. – Chłopie, znasz ją dopiero kilka godzin, co Ci obiło żeby prosić ją o rękę?!?!
- Ale ja.. – zaczął przestraszony Horan.
- Co Ty?!?! Nie wiesz nawet jaka ona jest w łóżku, nie spiesz się tak z małżeństwem!
- Harry, ja pierdole, chciałem ją zapytać czy będzie moją dziewczyną DEBILU!!!! – Niall starał się zachować groźny wyraz twarzy, ale nie wytrzymał i parsknął śmiechem, a z nim ja i Hazza.
- Weronika, czemu się nie śmiejesz? – zapytałam, duszą kolejny napad głupawki.
- A Tobie by było do śmiechu, jakby jakieś dwa tumany wleciały do pokoju i krzyczały na Twojego chłopaka? – prychnęła Weronika.
- Hej, nie przesadzasz? Przecież nic się nie stało, drobna wpadka Harolda, u nas w domu to się zdarza kilka set razy dziennie. – uśmiechnęłam się pokornie.
- A Louis nie jest zazdrosny, że tak ciągle szalejesz z Harrym? – nie zdążyłam odpowiedzieć, bo do pokoju wszedł Lou.
- O co powinienem być zazdrosny? – ziewnął Louis łapiąc mnie w talii.
- To on nawet o tym nie wie?! Pff..
- O czym nie wiem, Weronika? Spokojnie..
- No o tym, że ta Twoja narzeczona ciągle szaleje z Harry, zamiast zajmować się Tobą!
- Mam być zazdrosny o to, że moja najukochańsza dobrze bawi się z moim najlepszym przyjacielem? Chyba trochę Cię pogrzało. Nie jestem małym dzieckiem, żeby ciągle musiała za mną łazić.Doskonale wiem o tym, że Lucy świetnie bawi się z Harry i często wpada razem z nim w kłopoty, ale bez przesady.. – Louis puścił jej oczko, ale jej widać nie było do śmiechu.
- Dziwni jesteście! – Weronika wytknęła do nas język, a my się roześmialiśmy.
- Dobra, Niall, przepraszamy że przeszkodziliśmy Wam w takim momencie, kiedyś Wam to wynagrodzimy..Ale wiesz jakie z nas dzieci! – w tym momencie Harry, jak na komendę, wziął mnie na barana i rzucił na łóżko Nialla.
- Ty naprawdę nie jesteś zazdrosny? Nawet o takie coś? – zapytała cicho Weronika.
- Nigdy w życiu. – uśmiechnął się łagodnie Lou.
- To ja Was przepraszam, ale jeszcze się nie nauczyłam zasad tutaj panujących. – Weronika uśmiechała się pokornie.
- Nie martw się, zasada jest tylko jedna – nie ma żadnych zasad! – odpowiedział Harry i wszyscy razem się roześmialiśmy.
- Między nami okey? – zapytała Weronika.
- Okey! – krzyknęliśmy chórem i zrobiliśmy rozbiorowego miśka.

Rozdział 8

- Ej no, co się dzieje? – zapytałam przy obiedzie – Unikacie mnie, czy mi się wydaje?
- Wydaje Ci się piękna. – Irlandczyk uśmiechnął się tajemniczo.
- A właśnie, Lucy, mam do Ciebie pewną sprawę, pójdziesz ze mną do ogrodu na chwilę? – zapytał Louis.
- Tak, jasne. – coś czułam, że zaraz się dowiem o co chodzi.
Gdy wyszłam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ogród był pięknie przystrojony, na środku stał nakryty stolik. Louis poszedł do tego stolika i wziął jakieś małe pudełeczko. Nie wiedziałam co się dzieje, więc czekałam. Nagle, Louis złapał mnie za rękę i klęknął przede mną.
- Najukochańsza Lucy, czy zostaniesz moją żoną? – zapytał, a oczy błyszczały mu się jak tysiąc diamentów. Byłam bardzo zaskoczona, nie wiedziałam co powiedzieć..
- Tak, Louisie, zostanę. Kocham Cię. – usłyszałam te słowa padające z moich ust, ale nie potrafiłam uwierzyć, że naprawdę to mówię.
Louis złapał mnie w talii i pocałowaliśmy się. Za nami usłyszałam wiwatujących chłopaków. Byłam naprawdę szczęśliwa. Zupełnie już zapomniałam, że Louis jest gwiazdą, myślałam że jest tylko moim chłopakiem, a nie członkiem One Direction..
- Lou, ale jak Twoi fani na to zareagują? – zapytałam niepewnie.
- Na pewno to zaakceptują. Nasi fani są niezwykli. Nie martw się. – i zatkał mi usta buziakiem.
- Kochani, musimy się zbierać. Za 40minut podpisujemy płyty w Tirokto Galleris.. – przypomniał Daddy.
- Mogę iść? – zapytałam Louisa patrząc mu w oczy.
- Obraziłbym się, gdybyś nie poszła!
- No to tylko się przebiorę i możemy jechać. – zakomunikowałam chłopakom.
- Spoko. – odpowiedzieli.
Gdyby dojechaliśmy zobaczyliśmy tylko tłum fanów. Kilka set dziewczyn, krzyczący na całe gardło..Myślałam, że ogłuchnę, ale niedawno sama byłam jedną z nich i pewnie też bym zareagowała na One Direction. Menadżer po kolei przedstawiał chłopców:
- Oto przed państwem: Zayn Malik, Niall Horan, Liam Payne, Harry Styles oraz Louis Tomlinson.. – w tym momencie Lou wyrwał mu mikrofon i powiedział:
- I moja przyszła pani Tomlinson, Lucy! – poczułam jak się rumienię i schowałam się za Hazzą.
- Chodź, nie bój się! – szepnął Lou i pociągnął mnie za rękę w stronę stolika, przy którym będą podpisywać płyty.
- Siadaj, no nie wstydź się! – wskazał na dodatkowe krzesło tuż przy jego.
- Ejjj, ja chciałem przy Louisie! – dopominał się Harold.
- Siadaj z drugiej strony i nie marudź babciu. – Louis pokazał mu język, na co Loczek trzepnął go w głowę.
- Chłopcy, zaczynamy. – usłyszeliśmy tylko krótką informację i już tabuny krzyczących dziewczyn biegły w naszą stronę. O mało nie przewróciły stolików, ale ochrona już doprowadziła je do porządku i stanęły w kolejce. W pewnym momencie jedna dziewczyna zwraca się do Louisa:
- Hej, mogę Cię przytulić? – Lou spojrzał się na mnie.
- Pewnie że tak. – uśmiechnęłam się do dziewczyny, która była wręcz wniebowzięta. Jak poszła, Louis zapytał:
- Nie jesteś zazdrosna?
- Nawet nie wiesz jak bardzo – i pocałowałam go w policzek. Właśnie podeszła do Louisa bardzo ładna fanka i powiedziała do mnie:
- Przestań go męczyć, nie widzisz, że on nie chce żebyś się do niego ślimaczyła? On ma teraz czas dla nas, dla fanów, kiedy może się od Ciebie uwolnić, więc daj mu żyć, co?
- Jeszcze jedno słowo..Jak masz coś do mojej dziewczyny, to masz coś do mnie. A teraz idź, nie mam ochoty dłużej tego słuchać. – odpowiedział Louis naprawdę wpieniony.
- A autografu nie dostanę?
- Obrażasz moją dziewczynę i chcesz autograf? Nie dostaniesz autografu.
- Od nas też nie dostaniesz, idź już. – powiedzieli zgodnie Liam, Niall, Harry i Zayn.
Jak dziewczyna poszła, szepnęłam do Louisa:
- Może lepiej żebym nie przychodziła? Już pójdę, tylko masz przeze mną nie potrzebne problemy..
- Nawet tak nie mów!
- Przepraszam, Lucy, czy mogłabym dostać Twój autograf? – zapytała mnie sympatycznie wyglądająca, około 16-letnia dziewczyna.
- Oczywiście! Mam coś specjalnego napisać? – zapytałam uśmiechając się wesoło.
- Dla Weroniki, jeśli możesz.
- Jasne. Chcesz skoczyć ze mną na kawę do Starbucksa?
- Z największą rozkoszą! Ale możesz skąd pójść?
- Jeśli mój chłopak wyrazi zgodę to czemu nie. Mogę iść kochanie? – zapytałam Lou.
- Jasne marcheweczko, baw się dobrze. Jak skończymy zadzwonię.
- Dzięki! – przytuliłam go i poszłam z nową znajomą do kawiarni.
- Poproszę sześć gorących czekolad. – uśmiechnęłam się do kasjerki.
- Wypijesz tyle? – zdziwiła się Veronika.
- No coś Ty! Idę to zanieść chłopcom! Może mi pomożesz?
- Z chęcią!
- To weź dwie i daj je Zaynowi i Niallowi.
- Okey.
Wróciłyśmy do stolika, przy którym chłopcy podpisywali płyty.
- Cześć skarbie, to dla Was. – i dodałam czekoladę Harremu, Liamowi i Louisowi.
- Dzięki, nie musiałaś! – powiedział rozpromieniony Harry.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnęłam się.

W tym samym czasie, z perspektywy Veroniki

- Cześć Niall. – powiedziałam nieśmiało. – Lucy kupiła dla Was czekoladę.
- Ooo bardzo dziękuję. A jak się nazywasz śliczna? – zapytał mnie Irlandczyk słodko się uśmiechając.
- Jestem Weronika Birey, mam 16 lat. – odpowiedziałam.
- Bardzo mi miło. Jestem Niall Horan i mam 18 lat. Chcesz ze mną posiedzieć? Bo coś widzę, że Lucy się wkręciła w rozmowę z Harrym i pewnie szybko nie skończy.
- Jeśli mogę to pewnie.
- Ben, przynieś krzesło dla tej pani, proszę.
- Już się robi szefie – odpowiedział wysoki i dobrze zbudowany murzyn. – Proszę.
- Dziękuję. – odpowiedziałam.
- A więc, Weroniko, muszę Ci powiedzieć, iż Twoje oczy są przepiękne. – powiedział słodki Irlandczyk.
- Ty masz niewątpliwie ładniejsze, bo tak błękitnych oczu jeszcze w życiu nie widziałam! – odpowiedziałam, zawstydzona komplementem Niallera.
- Chciałabyś, kiedy skończymy, pojechać z nami do domu?
- A nie będę przeszkadzać innym chłopakom?
- Na pewno nie, ale jeśli chcesz to się zapytam. Panowie, będzie Wam przeszkadzało, jak zabiorę tę przeuroczą panienkę do naszego domu?
- Oczywiście, że nie. – odpowiedział za wszystkich Liam.

Normalnie

- Uhuhuhu, coś widzę że Nialler próbuje poderwać Twoją nową koleżankę. – Harry uśmiechnął się zalotnie.
- Pewnie tak. A ona przystaje na wszystko co on powie..Mówiła mi w kawiarni, że ubóstwia Nialla, to jej ideał chłopaka..
- Jak usłyszy jak ten „ideał” pierdzi w nocy, to zmieni zdanie.. – Harry i ja roześmialiśmy się w głos – Ale jak znajdziesz taką koleżankę, która zakocha się we mnie to daj znać, bo tęsknię za czyjąś bliskością..Od kiedy Louis ma Ciebie, przestał się mną interesować..
- No coś Ty! Nawet tak nie mów. Jak czujesz się samotny, możesz dzisiaj spać z Louisem, a ja prześpię się na fotelu. – zaproponowałam.
- Mowy nie ma. Ty będziesz razem z nami w łóżku. – odezwał się Louis – Tylko mam nadzieję, że goły Harold Cię nie przerazi..A właśnie, Hazza, dawno nie chodziłeś nago!
- Dzięki że mi przypomniałeś! Dzisiaj wieczor.. – zaczął Harold.
- Zamknij się Loczek! – i Loczuś dostał w łeb.
- Dobra już dobra. – Harry nic więcej nie powiedział na temat dzisiejszego wieczoru, ale czułam że oni znowu coś kombinują.

Rozdział 7

- Posłuchaj, już nie mogłem na dole wytrzymać.. – zaczął Lou, jak już zamknęliśmy się w pokoju.
- Ale dlaczego? – byłam zdziwiona.
- Bo..mam straszną ochotę na Ciebie kochanie.. – powiedział niepewnie.
- Uuu, a to ciekawe – podeszłam do niego i zdjęłam mu szelki. On mi koszulkę, a potem wszystko potoczyło się tak szybko, że nie pamiętam kiedy zasnęliśmy wtuleni w siebie. To była najcudowniejsza noc w moim życiu. Robiłam to pierwszy raz, Lou to zobaczył, więc on przejął inicjatywę. Trochę bolało, ale było cudownie..
- Hej, gołąbeczki, wstawajcie! Lucy, ja chcę śniadanie! – Harry zaczął skakać po naszym łóżku jak dziki cielak. Zrzucił z nas kołdrę, ale zobaczył że jesteśmy nadzy – Co tu się wczoraj działo?! Louis, kochanie, czy Ty mnie zdradzasz z tą panną?
- Gdzieżbym śmiał, Haroldzie! Toż wiesz, że jesteś moją największą miłością! Zaraz po tej pannie – ostatnie zdanie szepnął mi do ucha.
- Dobra, a teraz kolejno wychodzić z łóżka i robić nam śniadanie. Niall już umiera z głodu na kanapie. – zażądał Harry.
- Już, już szefie. – wstałam i zepchnęłam Hazzę z łóżka.
Szybko wskoczyłam w majteczki, wyszłam spod kołdry, wzięłam bluzkę na ramiączkach, krótkie spodenki i pognałam do łazienki, gdzie trzymałam bieliznę.
Szybko się ubrałam, związałam włosy i wyszłam.
- Śliczne wyglądasz! – powiedzieli niemalże chórem Harry i Lou.
- A teraz do garów! – popędzał mnie Harry, który był już chyba naprawdę głodny.
Zeszliśmy na dół, a Lou ubierał się na górze.
- Cześć panie, co chcecie na śniadanie? – zawołałam wesoło do chłopaków siedzących w salonie.
- Hmm, naleśniki! – szybko odparł Niall – oczywiście jeśli można – uśmiechnął się pokazując szereg swoich zębów na nich aparat.
- Oczywiście, jakieś specjalne życzenia co do nadzienia?
- Ja chcę twaróg! – krzyknął Liam ze swojego pokoju.
- Ja poproszę jagody i maliny – rzekł Zayn.
- Ja truskawki! – Lou właśnie schodził po schodach.
- A my banany! – powiedzieli Harry i Niall.
- Twaróg, jagody z malinami, truskawki x2 oraz banany x2. Zapisałam. Ile zjecie naleśników?
- Myślę, że po 3 dla każdego.. – zaczął Harry.
- ..nie wystarczy, po 4 będzie okey. – dokończył Niall.
- Okey, czyli 4 razy pięciu panów, ja 2, czyli razem 22! Jak skończę do obiadu to się cieszcie!
- Pomogę Ci. – Lou podszedł i przytulił mnie.
Robienie naleśników z Louisem nie zajęło nam długo. Po zrobieniu, zjedliśmy je ze smakiem i zastanawialiśmy się co dzisiaj porobić. 
- Źle się czuję.. - szepnęłam Louisowi na ucho.
- Chodźmy do pokoju. - odpowiedział - My idziemy do pokoju, jak chcecie to gdzieś jedźcie. - powiedział głośniej do chłopaków.
- A mogę zostać z Wami? - zapytał, słodko uśmiechając się Hazza.
- Możesz. - westchnął Tommo.
- To my pojedziemy na zakupy, a potem.. - zaczął Liam.
- ..do NANDO'S! - skończył Niall.
- Czekam w samochodzie.. - mruknął Zayn, bo na samą myśl o zakupach z Niallem robiło mu się niedobrze.
Tymczasem ja i Lou poszliśmy do pokoju.
- Co Cię boli, skarbie? - zapytał troskliwie.
- Głowa..to chyba po wczorajszej nocy. - uśmiechnęłam się zalotnie do Louisa.
- Nic Cię nie boli, prawda? - odgadł.
- Oczywiście, że nie. Po prostu chciałam zostać z Tobą sama..
- Nie zapominajcie o mnie! - dopomniał się urażony Hazza, który właśnie wszedł do pokoju.
- No i z Tobą! - poczochrałam chłopaka po lokach.
- To co robimy? - zapytał Loczek.
W końcu graliśmy w karty aż do przyjazdu chłopaków.
- Hejooo! - wleciał nagle do naszego pokoju Niall.
- Cześć Nialler! - zaśmiałam się.
- Chodźcie na dół, będziemy oglądali Toy Story.
- Czyj to pomysł? - mruknął niezadowolony Hazz.
- Liama, a czyj inny! - odpowiedział Lou i zeszliśmy na dół.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rozdział 6

- To już ostatnia. – powiedziała Mia przynosząc mi torby z moimi rzeczami.
- Wielkie dzięki sis! – odrzekłam, rzucając jej się na szyję.
- Proszę bardzo, ale czasem nas odwiedzaj – mrugnęła do mnie porozumiewawczo – a może przedstawisz mi swoich współlokatorów?
- Jasne. Chłopcy, chodźcie na chwilę! – krzyknęłam – no, to oni. Panowie, poznajcie Mię, moją siostrę.
- Cześć! – zawołali chórem.
- A więc, w kolejności od prawej: Zayn, Liam, Niall, Harry i Louis. Oto One Direction. – przedstawiłam ich siostrze.
- Bardzo miło mi Was poznać, jestem Mia, a to mój chłopak – Micheal.
- Ehh, szkoda że ma chłopaka – cicho westchnął Zayn, a Liam i Niall wybuchnę li śmiechem.
- No cóż, było fajnie, ale musimy już iść. Trzymaj się Lucy i do zobaczenia! – pożegnałam się Mia.
- Papa! – krzyknęłam razem z chłopakami. – No więc, oficjalnie mieszkam z Wami. Mam nadzieję, że nie będę Wam sprawiała żadnego kłopotu. Tylko chciałabym umówić sprawy, hm, gospodarcze, między innymi to, ile mam dokładać do opłat wszystkiego rodzaju?
- Lucy, nawet o tym nie myśl. Nasz domek utrzymuje wytwórnia płytowa, a im nie robi różnicy to, że mieszkasz jeszcze z nami Ty. Tak samo nawet nie próbuj płacić za jedzenie, jeśli chcesz iść coś kupić powiedź któremukolwiek z nas, to damy Ci pieniądze na to przeznaczone. Jeszcze jakieś pytania? – odpowiedział Lou.
- Żadnych. – i dałam mu buziaka w policzek.
- No dobra, to chłopcy, każdy łapie po dwie torby i zanosimy je do ich pokoju – zarządził Harold.
- Ale nie musicie.. – próbowałam im przerwać – przecież wystarczy, że zgodziliście się, żebym z Wami mieszkała, sama to zrobię!
- Kochana, to my dziękujemy że zgodziłaś się zaszczycać nas swoją obecnością! A teraz przepraszam, idziemy to zanieść. – odpowiedział bardzo słodko Niall.
- Eh, no dobra. – zrozumiałam że nie mam z nimi szans, więc chwyciłam walizkę i zaczęłam zasuwać za nimi do naszego pokoju. Naszego..jak to pięknie brzmi.
- Hej, skarbie, mogę mieć do Ciebie prośbę? – zapytał mój marchewkowy potwór.
- Jasne, proś o co chcesz.
- Wiesz, jeszcze nigdy żadna dziewczyna nam nie gotowała..Bo Jessie buntowała się jak tylko mogła, żeby być jak najdalej od kuchni..Może zrobisz nam kolację?
- Z rozkoszą! Co chcecie zjeść?
- Ty wybierz. – i dostałam słodkiego buziaka w usta.
Więc udałam się w stronę kuchni. Tak świetnie wyposażonej kuchni w życiu nie widziałam..Stwierdziłam, że zrobię im jajecznicę i tosty. Bardzo proste, ale coś czułam że najedli się na obiad, który zrobił Niall. Próbowałam sięgnąć po patelnię, ale mimo że jestem dość wysoka, nie mogłam podsięgnąć.
- Pani pozwoli, że pomogę. – usłyszałam za sobą głos Harolda, który ku mojemu zaskoczeniu, zamiast podać mi patelnię, wziął mnie na barana.
- Hahaha, puszczaj mnie dzikusie!
- Lepiej łap patelnię! – powiedział i zaczął mnie łaskotać. W pewnym momencie puścił mnie i spadłam prosto w ręce Irlandczyka.
- No cześć. Fajnie tak złapać śliczną pannę z patelnią – uśmiechnął się słodko – co nam ugotujesz?
- Jeszcze nie wiem, co jakoś nie pozwalacie mi nic zrobić głupki! Ten mnie bierze na barana i łaskocze, ja spadam a Ty mnie łapiesz. Nie ma to jak mieszkać z wariatami! – i roześmiałam się, a ze mną Harold i Niall.
- Hej, co Wy tu robicie z moją panną? – do kuchni wszedł Lou
- Nic, nic. – odparł Loczek.
- A, tak sobie się bawimy – roześmiał się Nialler.
- Czy powinienem być zazdrosny, Lucy? – Lou ledwo mógł zachować powagę.
- Oczywiście że tak! – nie powstrzymałam się i wybuchnę łam głośnym śmiechem. – Dobra, a teraz puszczać mnie i dajcie mi pracować, bo nici z Waszej kolacji.
Irlandczyk postawił mnie na ziemię i razem z Harrym i Louisem ewakuowali się z kuchni.
- Jakie dooobre, masz więcej? – zapytał Niall, zjadając całą porcję jajecznicy w mgnieniu oka.
- Jasne, wiedziałam że będziesz chciał dokładkę, więc zrobiłam więcej – roześmiałam się i spojrzałam w jego błękitne oczy.
- Awww, dzięki. Weź, jesteś super, gotuj nam częściej!
- Właśnie! – przytaknęli Liam i Zayn.
- Nie ma sprawy chłopaki!
- Kochanie, może poszłabyś ze mną na górę? – zapytał Louis patrząc zalotnie.
- Hmm, no nie wiem..
- No proszę..
- Żartuję przecież, już pędzę.
- Huhuhuhu, ciekawe co tam się wydarzy – mruknął zazdrosny Harry.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział 5

Obudził mnie głos Lou. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam że siedzą razem z Haroldem na jednym fotelu i próbują mnie obudzić.
- Cześć królewno, coś się stało? Strasznie płakałaś, krzyczałaś i szarpałaś się w łóżku, ale za nic nie mogliśmy Cię obudzić.. – Louis bardzo mnie zaskoczył tym co powiedział.
- Ale co Ty tu robisz Harry? Przecież, Ty.. – nic z tego nie rozumiałam.
- Co ja? – zapytał uśmiechnięty Hazza, zaczepiając Louisa
- Ty nie jesteś w szpitalu? Zayn Cię nie pobił kijem baseballowym? A Ty, Lou, nie biłeś się z Zaynem na dywanie? Moment, kiedy ja zasnęłam? – w mojej głowie kłębiły się miliony myśli, których nie mogłam poukładać.
- Cóż, ja nie jestem w szpitalu, a Lou nie bił się z Zaynem. Zasnęłaś po rozmowie z naszym badboyem, na jego ramieniu.. – tłumaczył mi Harold.
- O Boże, tak strasznie Cię przepraszam, Lou – przerwałam Harremu – naprawdę nie byłam świadoma tego że zasypiam, w dodatku przy Zaynie..
- W porządku kochanie, nie mam do Ciebie żalu – Lou puścił mi oczko.
- Jak się tutaj znalazłam?
- Zaniosłem Cię tutaj koło północy, a po drugiej obudził mnie Twój płacz..
- Oh, miałam naprawdę straszny koszmar, jak się cieszę że to tylko sen.. – podeszłam i przytuliłam Hazzę i Louisa.
- Już wszystko dobrze, a teraz zapraszam Cię madame na śniadanie, które właśnie przygotowuje nasz głodomór Niall.
- Zaraz zejdę, tylko pójdę do łazienki ubrać się i uczesać.
- Zaczekamy na Ciebie i zejdziemy razem – obiecał Hazza, bawiąc się włosami Lou.
„A więc to był tylko sen? Aż trudno mi w to uwierzyć, przecież to wszystko było takie realistyczne..Cóż, po śniadaniu porozmawiam z Zaynem. Ahhh i muszę kiedyś wrócić do domu..Tutaj jest tak cudownie. Porozmawiam z mamą, może pozwoli mi się tutaj przeprowadzić? Byłoby zajebiście..Ale dobra, muszę się zbierać, bo chłopaki na mnie czekają. Moment, gdzie są moje ubrania?”
- Lou.. – wychylam się półnaga z łazienki i zauważam, że Louisa i Harrego już nie ma, natomiast siedzi tam Niall – oh, Nialler, przepraszam Cię – rumienię się – ale czy mógłbyś mi podać ubrania? Leżą tam, na łóżku.
- Jasne. Chłopacy już poszli, bo Liam się kłóci z Jessie. Wiedzą, że nienawidzę kłótni, więc wysłali mnie tu, a sami kontrolują sytuację na dole.
- A spoko. Zaraz wyjdę, tylko się ubiorę i uczeszę.
- Tak też wyglądasz pięknie. – powiedział słodki Irlandczyk, a ja zarumieniłam się.
Ahh, nie powiem, pociągał mnie Niall. Ten jego akcent, blond włosy i śliczne oczy.. Naprawdę, cudowny chłopak. Zresztą jak wszyscy z tego zespołu. Ale chodzić chciałabym chyba tylko z Lou albo Niallem. Hazza jest świetnym chłopakiem i bardzo go lubię. Nie wstydzę się przy nim niczego, tak samo jak przy Niallerze czy Louisie. Natomiast Liam i Zayn bardzo mnie onieśmielają..Ale jako przyjaciele wszyscy są cudowni. „Dobra, czas wychodzić, pewnie Niall już się nudzi jak mops”
- Gotowa – powiedziałam i uśmiechnęłam się do Irlandczyka.
- Wyglądasz pięknie, Lucy – odrzekł i otworzył mi drzwi.
Szliśmy razem po schodach, w pewnym momencie się potknęłam a on mnie złapał..To było takie męskie..
- Liam, powiem Ci w prosto – jesteś debilem. Nawet w połowie nie dorównujesz Zaynowi czy Harremu. W głowie Ci tylko wygłupy z chłopakami, mógłbyś być bardziej romantyczny..Cóż, tyle mam Ci do powiedzenia. Zrywam z Tobą i żegnam. Jutro przyjadę po moje rzeczy. – usłyszeliśmy koniec kłótni i trzaskanie drzwiami.
- Ale Jessie.. – Liam nie wytrzymał. Opadł na kanapę i zaczął płakać. Od razu do niego pobiegłam i przytuliłam. Było mi go strasznie żal, nie podejrzewałam że Jess może być tak bezczelna. I w ogóle co ona o nim mówiła?
- Ona nie zasługiwała na takiego chłopaka jak Ty. Nie wiem, jak można być takim chamem, żeby powiedzieć komuś takie coś. Jesteś marzeniem milionów dziewczyn, a ona widziała tylko czubek swojego nosa. Nie płacz już, Liam. Jesteś wspaniałym chłopakiem, a to co powiedziała to kłamstwa. – starałam się pocieszyć Payne’a, bo widać było, że jest załamany
- Może i masz racje..Ale kochałem ją, oddałbym za nią życie, myślałem, że ona darzy mnie podobnym uczuciem.. – Liamowi łamał się głos
- Nic nie mów. Uspokój się i bierz się w garść. Dziś podpisujecie płyty w Nersey Gallery, więc spotkasz wiele dziewczyn, które Cię ubóstwiają – moje słowa nareszcie podniosły go na duchu.
- Masz rację, Lucy. Dziękuję. – wstał, przytulił mnie i poszedł do łazienki doprowadzić się do ładu.
- Moja dzielna dziewczyna – powiedział Lou i dał mi buziaka.
- Staram się – odpowiedziałam – a teraz mam do Ciebie jedną prośbę. Bo wiesz, muszę wrócić do domu. Spotkamy się za kilka godzin, na podpisywaniu płyt, ale teraz muszę wracać.
- Jaka szkoda..A może chciałabyś z nami zamieszkać?
- Byłabym przeszczęśliwa, ale może najpierw poznasz moją mamę i sam jej to zaproponujesz?
- Z chęcią! Tylko wezmę kluczyki i jedziemy.
- Dzięki, kocham Cię! – przytuliłam się do niego.
Potem poszłam do każdego chłopaka za osobna i się z każdym pożegnałam.
- Fajnie by było, jakbyś z nami zamieszkała – szepnął mi Harry. Widać on też mnie polubił. I bardzo się cieszę, bo bałam się, że będę mu przeszkadzać.
- Ej, a mogę jechać z Wami? Proszę.. – blondynek najwyraźniej chciał wyjść z domu
- Pewnie Niall, jak moja mama pozna też Ciebie na pewno się zgodzi. – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Ekipę odwożącą zapraszam do samochodu! – krzyknął Lou.
Koniec końców cała piątka chłopaków odwiozła mnie do domu.
- Cześć mamo, wróciłam! I chciałabym, żebyś kogoś poznała, a nawet kilku ktosiów – krzyknęłam wesoło, stojąc w drzwiach.
- Cześć córeczko! A tych pięciu kawalerów..nie wierzę, czy to One Direction? – moja mama była naprawdę zdumiona kogo przyprowadziłam.
- Dzień dobry pani! – powiedzieli chórem.
- Jestem Liam Payne i niezmiernie miło mi panią poznać.
- Witam, nazywam się Zayn Malik.
- Dzień dobry, jestem Niall Horan i bardzo się cieszę, że panią poznałem.
- Moje uszanowanie, jestem Harry Styles.
- A to Louis Tomlinson..mój chłopak – przedstawiłam Lou mamie. Każdy z chłopców podał mamie rękę i ten oto przemiły sposób, moja mama poznałam One Direction.
- Witajcie chłopcy, jestem Estera Prois. Louis, Ty poważnie chodzisz z moją córką?
- T-tak proszę pani, czy zanim ją poprosiłem o chodzenie, powinienem wcześniej poprosić panią o zgodę? – Lou wyraźnie się zawstydził.
- Nie, skądże! Lucy jest dorosła i sama o sobie decyduje. I widzę, że podejmuje świetne decyzje. Czy chcielibyście coś zjeść, czegoś się napić?
- Nie, dziękujemy – odpowiedział Harry, uśmiechając się – ale mamy jedno pytanie.
- Słucham? – mama była zainteresowana.
- Otóż, czy wyraziłaby pani zgodę, aby Lucy zamieszkała z nami? Mieszkamy niedaleko, pani córka mogłaby chodzić do domu w razie potrzeby.. – powiedział Louis.
-..byłoby nam niezmierni miło, bo Lucy jest przesympatyczna i Louis ją naprawdę bardzo kocha, zresztą my także. – dopowiedział Harry.
- To prawda! – odpowiedzieli chórem Zayn, Niall i Liam.
- No więc..? – zapytał Louis.
- Więc.. – mama udawała zamyślenie -..a jak daleko jest Wasz dom stąd?
- Pięć minut drogi samochodem. – odpowiedział Harry.
- A więc, Lucy, naprawdę tego chcesz? – upewniła się mama.
- Tak mamo, najbardziej na świecie. – byłam przekonana.
- Więc zgadzam się. Ale nie zapomnij o nas i czasem tu wpadaj. – mama się uśmiechnęłam – jutro Mia przywiezie Ci Twoje rzeczy. – powiedziała i przytuliła mnie.
- Dziękuję mamo! – krzyknęłam bardzo szczęśliwa.
- Obiecujemy się zajmować nią najlepiej jak się da. Na pewno nie będzie się z nami nudzić. – obiecał Harold.
- Wierzę, że Lucy będzie z Wami szczęśliwa. Ale pamiętaj kochanie, jakbyś cokolwiek chciała, zawsze może tu przyjść.
- Będę pamiętałam.
- A teraz, zapraszam wszystkich na obiad, dzisiaj jest kurczak. – mama zaprosiła chłopców gestem ręki.
- Kurczak! – krzyknęli naraz Zayn i Niall.
- Tak, kurczak z marchewką. – uśmiechnęła się mama.
- Marchewka! – krzyknął Louis.
Zjedliśmy obiad śmiejąc się i rozmawiając. Czułam się cudownie, wiedząc że moja mama akceptuje mój związek z Lou. Poza tym pozwoliła mi mieszkać z nimi! To było naprawdę, spełnienie moich marzeń.