- Lucy, czemu płaczesz, kochanie, co się dzieje? – słyszałam głos Lou, ale jakby przez mgłę. Przez jednego esemesa, cały mój świat legł w gruzach.
- Moja mama, ona.. – nie mogłam mówić, głos mi się łamał, łzy przysłaniały mi widok. – ona nie żyje..
- Ale jak to, tak nagle?!
- Wczoraj w nocy miała wypad-dek, nie udało się jej uratować.. – i wybuchłam kolejną serią płaczu..
- Co się dzieje? – do pokoju padł Harry, zwabiony moim płaczem.
- Cicho, kochanie, proszę, uspokój się trochę, nie możesz się tak stresować.. – próbował mnie uspokoić Louis. I rzeczywiście, pomogło.
- Moja mama umarła w nocy. To znaczy, moja przyszywana mama, bo jestem adoptowana.. – tłumaczyłam Harremu.
- Rozumiem. Przepraszam za tak wścibskie pytanie, ale kiedy pogrzeb?
- Dzisiaj o 16..
- O żesz..Louis, chodź na chwilę. – wyszedł z pokoju ciągnąc za sobą Louisa. – Dzisiaj o 16 mamy bardzo, bardzo, BARDZO ważny koncert, nie możemy go przełożyć..
- Jasna cholera..Ale ja nie mogę nie pójść z nią na pogrzeb..
- Wiem i ja też muszę tam być. Ale bez nas koncert się nie może odbyć..
- Co my teraz zrobimy..
- Zadzwonię do naszego menago i powiem mu co i jak. On na pewno coś wymyśli. A teraz idź do Lucy.
Louis szedł do pokoju lekko denerwowany. Uśmiechnęłam się do niego, on odpowiedział mi tylko krótkim spojrzeniem.
- Co się dzieje, gdzie jest Harry? – zapytałam.
- Nic takiego, Harry musi zadzwonić do naszego menadżera coś ustalić.
- Kochanie, posłuchaj. Słyszałam Waszą rozmowę..i rozumiem, że nie możecie zawieść fanów. Idźcie na ten koncert, a ja sobie poradzę.
- Nie. Nie będę śpiewał na żadnym koncercie z myślą, że Cię zawiodłem. Zresztą chłopcy też nie. Pójdziemy na pogrzeb razem z Tobą.
- Nie, nie zgadzam się.
- Zrobię wszystko, żeby tylko być przy Tobie.
- Mam dobre wieści – do pokoju wszedł Harry – nasz menadżer przełożył nasz koncert na 18, więc zdążymy i tu i tu.
- Bardzo się cieszę. – rzuciłam się Hazzie na szyję. – Którą mamy godzinę?
- 13:30 – odpowiedział Niall, który właśnie wszedł do naszego pokoju.
- A gdzie Twoja „druga połówka”? – zaczepił go dość opryskliwie Harry.
- Harry… - upomniałam Loczka.
- No już.. – zapewnił Harry.
- No dobra, to chyba powoli trzeba się zbierać. – zarządził Liam – Panowie, garnitury czekają na dole.
Gdy chłopcy wyszli Lou przytulił mnie i szepnął:
- Nie martw się, jestem przy Tobie. – i poszedł się ubierać. Ja również się ubrałam w czarną sukienkę i czarne conversy. Tak, wiem, conversy na pogrzeb, ale to moje ulubione buty, a nie umiem chodzić na obcasach.
- Jedziemy.. – Louis otulił mnie ramieniem i razem z chłopcami udaliśmy się do samochodu.
Na cmentarzu było już kilka osób z rodziny mojej mamy, większości nie znałam, bo mama nigdy nie zapraszała do nas nikogo. Przywitałam się grzecznie z każdym.
- Zebraliśmy się tutaj, aby ostatecznie pożegnać Esterę Prois, cudowną siostrę, opiekuńczą matkę i.. – przemawiał ksiądz. W tym momencie wybuchłam płaczem. Przytuliłam się mocno do Louisa i Harrego, którzy starali się mnie uspokoić. Nie słuchałam dalej księdza, było mi wszystko obojętne..Wiedziałam tylko, że już nigdy więcej nie zobaczę uśmiechniętej twarzy mojej mamy, że już jej nie ma. Po prostu..Ciężko mi było przyzwyczaić się do tej myśli, ale bardzo pomagali mi chłopcy. Byli dla mnie jak rodzeństwo. No i Weronika. Niestety, nie było jej z nami na pogrzebie, bo musiała wyjechać do Doncaster, do swojej siostry, której urodził się syn. Wróci jutro, ale wiem, że myślami jest ze mną. Cóż, jeśli chodzi o Weronikę – bardzo ją lubię i cieszę się, że uszczęśliwia nam Horana. To naprawdę świetny chłopak i mam nadzieję, że Weronika zdaje sobie z tego sprawę..
- Kochanie, to już koniec. – usłyszałam delikatny głos Lou.
- Już okey, możesz wyluzować. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- A więc, księżniczko – Harry zawsze się tak do mnie zwracał – mam dla Ciebie całkiem fajną wiadomość. Odwołali całkowicie nasz koncert, nie wiadomo do końca dlaczego, więc mamy caaały dzień, żeby Cię rozweselać. Co powiecie na Aqua Park? – Loczek uśmiechnął się wesoło.
- No jasne! – krzyknęli chłopcy chórem i już chwilę później byliśmy w samochodzie. Droga zleciałam nam bardzo szybko i nie wiem nawet kiedy, znaleźliśmy się na parkingu przed British Water Sweatt.
Zabawa była genialna, mało kto rozpoznał mokrych One Direction, a nawet jeśli to nikt nie robił afery, tylko zdjęcie, autograf i papa. Bardzo fajni są Ci ich fani. Nawet kilka osób chciało mój autograf, jako „pani Tomlinson”, hahahaha. Dzięki temu, że chłopcy są sławni, ratownicy przymykali oko na nasze różnorodne wybryki na zjeżdżalniach, a jak chcieliśmy iść do jacuzzi, to wygonili z niego innych ludzi. Fajnie.
Ja i Louis nie mogliśmy się powstrzymać od czułości, więc reszta musiała to jakoś znieść. W pewnym momencie, Lou zaciągnął mnie pod wodę i zaczął całować. Aww, to było takie romantyczne..
Jedynie Zayn się średnio bawił, bo jak wiadomo nie umie pływać, ale i na to Daddy znalazł rozwiązanie. Kupił naszemu badboyowi dmuchane rękawki!
- Ty chyba sobie żarty robisz! – oburzył się Zayn. – Nigdy tego nie włożę, jeszcze ktoś mnie zobaczy!
- Masz do wyboru albo to włożyć, albo utonąć. – zaśmiał się Liam.
- Zemszczę się. – powtarzał Malik wkładając rękawki.
Czas bardzo szybko mijał i nim się obejrzeliśmy, a trzeba było wracać do domu. W szatni Harry próbował pójść razem ze mną do damskiej, ale oburzona sprzątaczka wykurzyła go, groźnie wymachując mopem.
- Ehh, spróbuję innym razem. – powiedział Harry i pobiegł dogonić chłopaków.
W domu czekała na nas kolacje.
- Ej, kto zrobił tą kolację? – zdziwił się Horan. Nikt się nie przyznał, więc Hazza zawołał:
- Halo, jest tu kto?!
- Ano, jest. – zza drzwi do pokoju Liama wyłoniła się ciemna postać. – Czekałam aż wrócisz, Liam. Teraz mi się tak łatwo nie wywiniesz. – w naszą stronę poleciała gruba książka, która trafiła Veronikę w brzuch.
- Ałć.. – Veronika zgięła się w pół.
- Kim jesteś i co Ty tu robisz?! – krzyknął wściekły Niall.
- Zgadnijcie. – odpowiedziała tajemnicza postać.
- Jessie?! – Liam poznał swoją byłą dziewczynę po hiszpańskim akcencie.
- No brawo, chłoptasiu. – zachichotała szyderczo Jess.
- Ale co Ty tu robisz? O co Ci chodzi? – dopytywał Zayn.
- Pff, jeszcze Wam nie powiedział?
- O czym? – Zayn nie dawał się zbić z tropu,
- No o tym, czemu od niego odeszłam. Myślicie, że tak po prostu, opuściłabym sławnego gwiazdora? Nie jestem idiotką. Ten Wasz „Daddy” zdradzał mnie, z niejaką Lucy,
- Eeee, ja jestem Lucy, miło mi. – uśmiechnęłam się zimno do Jess.
- Ah, nie z Tobą, debilko.
- Nie nazywaj mojej dziewczyny debilką, tylko gadaj o co chodzi. – odpowiedział chłodno Lou.
- A więc, z Lucy Pettr. Wasza sąsiadka, mieszka w bloku obok.
- A my mamy Ci uwierzyć, bo..? Czego Ty właściwie chcesz? – zapytał Horan.
- Nie musicie mi wierzyć. Przyszłam po to co obiecał mi Wasz Payne. Błagał mnie, żeby go rzuciła na Waszych oczach, żeby jego zdrada się nie wydała, w zamian za to, on da mi 10 000 dolarów.
- CO?!?! – krzyknęliśmy jednocześnie ja, Veronika, Harry, Lou, Niall i Zayn.
- To nieprawda. – odpowiedział spokojnie Liam. – Owszem, obiecałem Ci pieniądze, ale z innego powodu, i nie 10, a tysiąc dolarów.
- Może wyjaśnisz nam o co chodzi?! – powiedział zirytowany Harry.
- Tak, wyjaśnię. Otóż, nie wiem z jakiego powodu Jessie ode mnie odeszła. Pieniądze obiecałem jej wcześniej. Miało być to 1000 dolarów, na pokrycie kosztów jej studiów w Ameryce. Tylko, że obiecałem Ci to przed zerwaniem. Niby dlaczego mam dać Ci te pieniądze teraz? – Payne zwrócił się do Jessie.
- Obejrzyj się za siebie. – odpowiedziała.
Veronika siedziała związana na podłodze.
- Kiedy oni Ci to zrobili?! Przecież, ja ciągle Cię trzymałem za rękę.. – Niall był zdruzgotany.
- Wejdźcie! – Jessie krzyknęła w stronę drzwi. Veronikę złapało pod rękę dwóch wielkich facetów. – A teraz słuchaj Payne. – zwróciła się do Liama – Jak nie dasz mi tej kasy, nie zobaczycie już mordy tej dziewczyny.
- Puszczajcie ją! – Niall szarpał się z murzynami Jessie, ze łzami w oczach.
- To nic nie da mały blondasku. – zaśmiała się Jessie.
- Dam Ci te pieniądze. Tylko puśćcie ją. – powiedział twardym głosem Liam.
- Dobrze. Idź po pieniądze i zapakuj je w kopertę. Masz 3 minuty. – powiedziała.
Po chwili wrócił Liam.
- W tej kopercie jest równo tysiąc dolarów. Niech Twoi faceci położą Veronikę na kanapie i wyjdą za drzwi. Wtedy dam Ci tę kopertę. – ustalił warunki Liam.
- Dobrze. Chłopcy, słyszeliście. Połóżcie dziewczynę na kanapie i idźcie do samochodu.
Po wykonaniu polecenia, Liam dał Jessie kopertę:
- Weź te pieniądze i więcej nie chcę Cię widzieć na oczy. – powiedział, patrząc jej w oczy.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że nie będę musiała Cię więcej oglądać. – wycedziła przez zęby i wyszła.
- Veronika, kochanie, nic Ci nie jest?! – Niall podbiegł do Veroniki i mocno ją przytulił.
- Nie, tylko jestem trochę przestraszona. – odpowiedziała i usiadła Niallerowi na kolana.
Resztę wieczoru spędziliśmy grupami w swoich pokojach. Ja, Lou i Harry w naszym pokoju, Niall i Veronika u siebie, a Liam i Zayn u Zayna. Jakoś nikt nie miał odwagi skomentować dzisiejszego zdarzenia, więc omijaliśmy ten temat. W pewnym momencie Hazza nie wytrzymał:
- Ej, a tak właściwie, to jak to się stało, że nie zauważyliśmy, że Ci goście porywają i wiążą Veronikę? To jest podejrzane. – zaczął swoje rozmyślania Loczek.
- Może pogadamy o tym jutro? Dzisiaj już nie chce mi się dedukować możliwych przyczyn tej sytuacji. – odpowiedziałam ziewając i wtuliłam się w Louisa.
- Jak chcesz, ale mi się to wydaje co najmniej dziwne.
Super piszesz . Z niecierpliwością czekam na nn :)
OdpowiedzUsuń